Kategorie
Aktualności

Wywiad z Piotrem Kwiatkowskim

Od ponad 10 lat obserwuję Piotra i jego rozwój artystyczny, w którym widoczna jest konsekwencja, autentyczność i ciągłe poszukiwanie formy dla trudnych tematów. Znamy się długo, razem studiowaliśmy malarstwo na ASP w Katowicach. Piotr nie boi się eksperymentu
ani zabawy z materiałem, a jego język wypowiedzi artystycznej zmieniał się z czasem. Mogę go uznać za współczesnego humanistę: w 2022 ukończył katowickie studium, pracuje również jako terapeuta zajęciowy w Warsztacie Terapii Zajęciowej, wykorzystując w nich
muzykę i sztukę. Jest też członkiem komitywu artystycznego ,,Ściana Malowana”, znanego z tworzenia wielkopowierzchniowych murali.

W Twojej twórczości uderza mnie ciągła chęć poszukiwania formy dla treści. Mówisz otwarcie o swej wierze w Boga, również w twórczości, ale niedosłownie. Gdzie to wszystko się zaczęło, ta głęboka, szczera potrzeba opowiadania o tak intymnych rzeczach, jak wiara?


Wychowywałem się w rodzinie, w której wiara była i jest ważna, dlatego te treści są mi bliskie. Wiadomo, że jako dziecko podchodziłem do relacji z Panem Bogiem z pewną dozą naiwności. Dziś wygląda to inaczej. Życie to gąszcz przez który się trzeba przedzierać, także w rzeczywistości duchowej. Mnogość problemów, których rozwiązanie zauważalne jest dopiero po latach. Często czuję się jak Jakub walczący z Aniołem. Ta historia jest mi bardzo bliska. Wracając do pytania, od czasów studiów poruszanie tej tematyki zacząłem odczytywać jako
swoje powołanie. Widzę bogactwo, wielowymiarowość życia duchowego człowieka – chodzi tu o coś więcej niż to, co przeminie, co od swego poczęcia jest naznacz one piętnem śmierci.
Interesuje mnie to, co jest wieczne i zawsze będzie dotykać najdelikatniejszych pierwiastków w człowieku.


Podejmowana przez Ciebie problematyka nie jest nośnym tematem. Jak odnajdujesz się we współczesnym świecie jako człowiek, artysta…?


Nie interesuje mnie modny temat i tworząc, nie zastanawiam się nad tym. Ogólnie czuję, że urodziłem się we właściwym miejscu i porze. Tu i teraz jestem w stanie zrobić to, co do mnie należy. Może przez to, że tematy wiary i filozofii chrześcijańskiej nie są dziś tak modne, to
tym bardziej jest to, coś co mnie wyróżnia.


Inspirujesz się literaturą, która również jest mi bliska. Jak wygląda Twój proces twórczy, gdzie słowo (również Boże) odgrywa tak ważną rolę?


Prawie zawsze słowo jest dla mnie punktem wyjścia, a Słowa Pisma Świętego są treścią tak żywą i poruszającą, że refleksja rodzi się sama. W głębi. Owocem tego procesu i analizy jest dzieło plastyczne – najbliższy i najbardziej naturalny dla mnie środek wypowiedzi twórczej.

Eksperymentujesz nie tylko z materią słowa i obrazu, ale w swych dziełach używałeś nietypowych materiałów, takich jak popiół, piasek, ziemia.

Ostatnio wracam do tradycyjnych technik i metod malarskich, ale kiedyś tworzyłem dzieła, będące na granicy malarstwa strukturalnego i obiektu. Olbrzymią rolę odgrywała kwestia estetyki, ponieważ zawsze fascynowały mnie, obok tradycyjnego warsztatu, mięsiste, brutalistyczne struktury. Inny aspekt: ziemia, kawałki drewna, popiół, etc. są nośnikami pewnych treści, emocji. Ziemia to symbol przemijania i śmierci, a fragmenty drewna kojarzą się z Krzyżem.


Często podkreślasz, że inspirujesz się sztuką dawną. Jak wpływa na ciebie historia sztuki?


Od dziecka pasjonuje mnie historia, a dawne dzieje i miejsca przyciągały jak magnes. Czuję wielki szacunek wobec tego, co minione, lecz w jakiś sposób jest cały czas żywe, gdyż jesteśmy depozytariuszami myśli i czynów naszych poprzedników. Zachwyca mnie warsztat malarski mistrzów barokowych. Ostatnio odkryłem na nowo sztukę średniowieczną, czego efektem był jeden z najnowszych obrazów. Znajomość historii sztuki może być szalenie rozwijająca.


Których artystów dawnych lub współczesnych cenisz najbardziej?


Zawsze mam problem z wyłonieniem wyjątkowych postaci dla mnie, czy to w sztukach wizualnych, czy w muzyce. Zachwycam się twórczością Zurbarana, Ribery, Caravaggia, Kalfa czy Heda. Bliski jest mi Matejko, mięsistość jego obrazów, faktura i niesamowita kolorystyka, której nie odda żadna reprodukcja. Istotny jest też Hasior, a z rówieśników cenię Pawła Baśnika czy Krzysztofa Nowickiego.

Jako odbiorcę w twej sztuce szczególnie urzekła mnie cisza. Przebywając z nią czuję spokój, z drugiej strony ciekawią mnie wątki wanitatywne. Czym są dla Ciebie cisza,
spokój i śmierć? Czy to jest to samo?


Cisza, ciemność są dla mnie emanacją Boga. W ciszy można odnaleźć Jego głos, a w ciemności Jego światło. Ciemność wiąże się mocno z misterium. Ciemnością może być Boże światło, które w duchowym spotkaniu oślepia. Trochę jak w spotkaniu Szawła i Chrystusa w
drodze do Damaszku. Śmierć jest dla mnie kulminacyjnym momentem ludzkiego życia, osiągnięciem pełni, w którym się stajemy kompletną jednością. Nie jesteśmy rozciągnięci pomiędzy wczoraj i jutro,
tylko jesteśmy tu i teraz. Wyobrażam go sobie jako moment ciszy i ciemności, prowadzący do światła i pokoju.


Jesteś młodym twórcą, który sięga po klasyczne tematy, korzystając z tradycyjnych medium (farba, płótno). Skąd ta ambiwalentność w Tobie?

Dobro, Prawda i Piękno były najwyższymi ideami filozofii klasycznej, również dla kolejnych pokoleń. Dla chrześcijan te wartości są także istotne – czyż nie są to najwyższe ideały dla wszystkich: wierzących i niewierzących? Wiecznotrwałe wartości nigdy się nie zdewaluują. Farba olejna na palecie też się nie zestarzeje. Klasyczny warsztat dla młodego artysty może być tak samo naturalny, jak jedzenie i oddychanie, jednocześnie może z niego stworzyć nową formę. Niekoniecznie jest to ambiwalentne.


Twoja pracownia to istny labirynt sztuki, przypomina mi trochę gabinet osobliwości.
Czy zmiana miejsca pracy wpływa na twą twórczość?


Największy wpływ na moje obrazy wywarła zmiana pracowni. Po ukończeniu studiów otrzymałem własną przestrzeń po zmarłym wujku, Krzysztofie Spałku, artyście amatorze, od którego wiele się nauczyłem.
Po ukończeniu studiów na początku brakowało mi wzajemnej inspiracji i motywacji – uczelnia jest miejscem, gdzie ludzie napędzają się do pracy. Na ostatnim roku czułem, że czas wyfrunąć z gniazda, choć było to trudne. Dopiero po roku wróciłem do dobrego rytmu tworzenia.
Pracownię dzielę ze swoją dziewczyną, Darią Wollman i przyjacielem, Pawłem Czerwińskim. Wspieramy się, wyrażamy opinie, prowadzimy dysputy, które inspirują do dalszej pracy.


Na pewno trudno jest ci znaleźć czas na wszystkie zajęcia i pasje, jak godzisz malowanie z resztą obowiązków?


Łącze to systematycznością i sumiennością. Próbuję nie marnować czasu. Zajmuję się pracą terapeutyczną i jestem czynnym organistą. Staram się choć przez godzinę dziennie malować.


Jakie są Twoje marzenia, plany na przyszłość?


W Galerii GX prezentowana jest moja wystawa „Exodos – Esidos”, trwa do 26.11.2023r.
Ogólnie chcę dobrze wykorzystać swój czas, nie marnować go i robić jak najwięcej.Realizować to, co jest moim powołaniem. Nie zakopywać swoich talentów pod ziemię, ale te Boże łaski pomnażać.


Martyna Czech.